
Rower, znów – ale inaczej
Tym razem mniej egzotycznie – bo po Europie. Ale to wcale nie oznacza, że mniej ekscytująco czy ciekawie. Za to z zupełnie nową intencją.Nie da się tego uniknąć – jeśli raz doświadczy się czegoś tak głębokiego jak samotna podróż rowerem, ciało i serce wcześniej czy później zaczną za tym tęsknić. W moim przypadku to była tylko kwestia czasu, aż znów wyruszę w drogę. Wiedziałam, że przyjdzie na to odpowiedni moment i przestrzeń. I właśnie nadszedł.Po dłuższym czasie spędzonym w Ameryce Południowej, po wielu wyprawach w odległe zakątki świata, poczułam, że czas na coś bliższego – zarówno geograficznie, jak i emocjonalnie. Tym razem jadę po Europie. Wyruszyłam sama, jak wcześniej, ale tym razem nie chodzi tylko o samą podróż. Chcę też odwiedzać przyjaciół – i to właśnie ta intencja w dużej mierze kształtuje moją trasę.
Wolność, kawa i ludzie
Mam przy sobie wszystko, czego potrzebuję: namiot, kuchenkę, podstawowe rzeczy. To daje mi poczucie wolności, niezależności i spokoju. Uwielbiam to uczucie – że mogę zatrzymać się gdziekolwiek, zaparzyć kawę i patrzeć na zachód słońca. Po prostu być.A kiedy spędzam czas z przyjaciółmi, ładuję się ich obecnością, rozmowami, wspólnym byciem. Doceniam te chwile jeszcze bardziej – zwłaszcza teraz, gdy tak często jestem w drodze, czasem na drugim końcu świata.Poza wolnością, jaką daje mi rower, i wyzwaniami, które sama sobie stawiam, uwielbiam jeszcze jeden aspekt takich wypraw: uświadamiam sobie, jak wielką siłę mają ludzie. I jak wiele dobra w sobie noszą.
W każdym kraju, kulturze, języku.Uwielbiają pomagać – a ja, dzięki rowerowym podróżom, nauczyłam się tę pomoc przyjmować. Gdy jest zimno i ktoś proponuje nocleg – przyjmuję. Gdy kończy mi się woda albo nie mam gdzie rozstawić namiotu – pukam do ludzi. Czasem ktoś po prostu się uśmiechnie. Albo powie: „Ale jesteś odważna!” – i nagle zmęczenie znika, pojawia się energia, wzruszenie.
Podróż bez oczekiwań
Cieszę się z tej nowej formuły, bo pozwala mi nie mieć oczekiwań. A to bywa wyzwaniem – bo skoro wcześniejsze wyprawy przyniosły mi tyle euforii, spotkań z niezwykłymi ludźmi, chwil szczęścia i spełnienia, to naturalne, że gdzieś w głębi duszy pragnę, by i ta podróż była równie wyjątkowa. Ale wiem, że będzie inna. I nie chcę oczekiwać tego samego.Zamieniam więc oczekiwania na ciekawość. Zamiast myśleć: „Mam nadzieję, że znów spotkam tak fantastycznych ludzi”, myślę: „Ciekawe, kogo tym razem spotkam na trasie”.
Póki co – działa.Dotąd przejechałam z Polski przez Czechy, Niemcy, Szwajcarię do Francji. Przez kilka dni pedałuję samotnie, pokonując kilkadziesiąt kilometrów dziennie, by potem dotrzeć do znajomej twarzy. Ten balans – między byciem samą a byciem „z” – daje mi ogromną radość i zupełnie nowe doznania.To właśnie w samotności mogę wszystko przetrawić, poczuć, przemyśleć. Nie muszę się do nikogo dopasowywać, z nikim śpieszyć. Jadę swoim tempem. Słucham siebie.
Po latach wiem już, że właśnie wtedy jestem najbardziej sobą.






Dodaj komentarz