
Cześć!
Ostatnio dostałam od Was kilka pytań o początek tej całej przygody – jak to się stało, że wylądowałam tutaj, skąd ta decyzja, jaka była moja droga. Dzisiaj więc kilka słów o tym, jak to wszystko się zaczęło.
Podobno długo nie wysiedzę w jednym miejscu – zwłaszcza w Polsce. Może to prawda? Od zawsze fascynowały mnie języki i inne kultury. Mówienie w obcym języku zmieniało moje doświadczenie podróży – pozwalało mi nie tylko załatwiać codzienne sprawy, ale też nawiązywać głębsze relacje, poznawać ludzi i ich świat. Ta ciekawość zaprowadziła mnie na studia do Francji, potem na dwa lata na Tajwan. Nawet po powrocie do Polski zawsze miałam jedną nogę gdzieś za granicą.
Życie w Polsce było wygodne, ale coś we mnie szeptało, że warto ponownie spróbować życia poza granicami. Nie tylko na chwilę, na wakacje czy kurs jogi w Indiach, ale na dłużej. A jednak, kiedy zaczęłam pracę w Too Good To Go i pokochałam to, co robię, a potem adoptowałam Fredka 🐶, byłam przekonana, że zostaję w Polsce na stałe. Tłumaczyłam sobie, że to jest moje miejsce, że wystarczy trochę wysiłku, by to poczuć. W końcu miałam pracę marzeń i psa, którego kochałam – jak mogłabym to zostawić? Na moim stanowisku roczny bezpłatny urlop nie wchodził w grę, więc nie miałam opcji na dłuższą przerwę. A podróżowanie z Fredkiem również nie wchodziło w rachubę – nie lubił zmian, źle znosi podróże i nawet wchodzenie do samochodu jest dla niego stresujące.
Ale życie lubi zaskakiwać. Spotkałam inspirujących ludzi, przeszłam przez wiele rozmów z samą sobą i zamiast racjonalizować– zaczęłam czuć. Okazało się, że niemożliwe może stać się możliwe. Szczęśliwy splot wydarzeń sprawił, że Fredek mógł zostać w swoim domu dobrych rękach, a ja poczułam się gotowa, żeby puścić pracę. Zrozumiałam, że nie trzeba czekać, aż będzie źle, aż będę miała dosyć. Odejście, gdy jest dobrze, też może być w porządku – i wcale nie takie trudne, jak myślałam.
Po intensywnych tygodniach pakowania mojego życia na strych i pożegnań, wsiadłam do samolotu do Indii, nie wiedząc, na jak długo wyjeżdżam i jakie będą kolejne kroki. Wiedziałam tylko, że to jest właściwa decyzja. Nie bałam się zostać bez pracy i stałej pensji, nie bałam się pustki, samotności ani nudy. Wręcz przeciwnie – czułam ekscytację na myśl o tym, co mnie czeka. To, że nie wiedziałam, dokąd zmierzam, nadawało tej przygodzie jeszcze większej ekscytacji. Nigdy jej nie żałowałam. Nawet w trudniejszych momentach czułam, że robię dokładnie to, co powinnam.
A może chcielibyście usłyszeć więcej o moich podróżach? O tym, co mnie zaskoczyło, czego się nauczyłam i jakie miejsca najbardziej zapadły mi w pamięć? Dajcie znać! 😊✨
Ściskam,
Ania






Dodaj komentarz